Turyści utknęli na szczycie, ratował ich GOPR…

Nie bójcie się, nie będzie to kolejny odcinek kroniki wypadków w górach albo kontynuacja książki Michała Jagiełły „Wołanie w górach”. Chciałem zabrać głos w sprawie dziwnej maniery piętnowania wzywania pomocy. Jeżeli uważacie, że za akcje ratunkowe należy płacić, to możecie tego wpisu nie czytać.

Najdroższa taksówka w Polsce?

Od czasu do czasu (ze szczególnym natężeniem w zimie), media informują nas o niefortunnych wyczynach turystów. Nie trzeba nawet szczególnie interesować się górami, żeby na takie wiadomości trafić. Teraz jednak, w czasach internetu spotyka się to ze zmasowaną odpowiedzią gawiedzi. Treść tej odpowiedzi na ogół brzmi tak samo i wygląda mniej więcej tak:

 

Komentarze pod artykułem wp.pl o ojcu z dwójką dzieci, który nie był w stanie zejść z powodu zalodzenia.

Praktycznie ZAWSZE pojawia się nieśmiertelne żądanie zapłaty („moje piniondze na to ido, hurr durr!) za akcję oraz zarzuty o (delikatnie mówiąc) brak inteligencji. Co niektórzy mogą oponować, że ok, ale to jest opinia ‚januszy’ którzy góry widzieli co najwyżej przy okazji transmisji skoków narciarskich. Więc dodam komentarze z facebookowej strony Tatromaniak (możemy założyć, że tam przypadkowych ludzi jest mniej).

Komentarze na Tatromaniaku

Tu już na szczęście komentarze nieco bardziej stonowane, ale nadal wyziera krytyka i żądanie zapłaty.

Za każdym razem zastanawiam się nad jednym… czy ratowany zachował się właściwe. I zazwyczaj dochodzę do wniosku: TAK.

Myślę tutaj o zachowaniu w sytuacji kryzysowej. Jasne, mógł lepiej sprawdzić warunki, wybrać lepszą trasę albo wcześniej zawrócić. Mógł. Ale tego nie zrobił. Doszło do sytuacji zagrożenia. W tej sytuacji postąpił właściwie – wezwał pomoc, aby zminimalizować ryzyko. Podobnie jak grupa kobiet, która w złych warunkach nie była w stanie zejść z Babiej Góry. Albo jak organizatorzy obozu przetrwania w Bieszczadach parę lat temu. Wezwanie pomocy jest zachowaniem dobrym. Należy ocenić zagrożenie i podjąć jakieś decyzje. Najmniej ryzykowną jest moim zdaniem wezwanie pomocy.

A dlaczego nie lubię wylewania pomyj na turystów którzy mogli lepiej ocenić szanse przed wycieczką? Ze strachu. O ludzkie życie. Negatywny odzew jest tak spory, że wielu ludzi panicznie się go boi. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, ile razy ktoś nie odważył się zadzwonić po pomoc z obawy o postawienie pod pręgierzem opinii publicznej. Kto wie, może ktoś już nawet zginął za to, żeby nikt nie wziął go za niedzielnego turystę. Inni z kolei boją się wezwać pomocy z obawy przed obciążeniem kosztami.

Ale jeszcze bardziej boję się zniechęcenia ludzi do gór. Zabranie dzieci na wycieczkę przez społeczeństwo będzie odbierane jako ich narażanie. Bo z dziećmi można co najwyżej do galerii handlowej albo nad morze (tylko niech do wody nie wchodzi, bo wstyd ratownika zawołać). Jako zawodowy przewodnik nie chcę, żeby ludzie kojarzyli góry z zagrożeniem. Oczywiście na moich wycieczkach mówię o bezpieczeństwie, ale daleki jestem od straszenia. I na każdej wycieczce, zwłaszcza z młodszymi dziećmi, tłumaczę im co to jest GOPR i kiedy trzeba je wezwać. Jak na razie nie miałem doświadczenia z ratownikami (więc być może jestem świetnym przewodnikiem, albo mam farta – ale jedno pomaga drugiemu 😉 ).

Świetny artykuł na ten temat napisał Piotr van der Coghen (PRZECZYTAJ).

Jasne, że GOPR/TOPR powinny być lepiej finansowane, należy zapewnić więcej etatów, aby ratownicy nie musieli wybierać między służbą a pracą. Ale myślę też, że ściąganie od ludzi opłat za akcje to ostatnia rzecz, jaką „rycerze błękitnego krzyża” chcieliby się zajmować. A jeśli przez rok nikt by nie miał wypadku w górach i nikt nie zapłacił za akcję to co? Likwidujemy? A jako że jesteśmy podatnikami, to wszyscy jesteśmy ubezpieczeni. Podobnie jak nie wykupujemy osobnego ubezpieczenia na wzywanie karetki albo strażaków.

Nie myślę tutaj o skrajnych przypadkach, jak „dramat nad Morskim Okiem” kiedy to ludzie pomylili TOPR i Policję z fasiągiem. Ale o akcjach, gdzie GOPR/TOPR był faktycznie potrzebny. Wezwanie pomocy nie jest okazaniem słabości, a już na pewno nie zasługuje na absolutne potępienie. Błądzić to rzecz ludzka. Pomagać też.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s