Zabawki przewodnickie, czyli o ubiorze, ekwipunku, zapleczu słów kilka

CZERWONEGO POLARU NIE BĘDZIE

Zasadniczo nic nie stoi na przeszkodzie aby ludzi oprowadzać w najzwyczajniejszych ‚cywilkach’ i w żaden sposób się nie wyróżniać. Ale przyznam szczerze: nie przypominam sobie takiego przewodnika. Wśród kadry turystycznej nie brakuje gadżeciarzy, a ja sam również w umiarkowanym stopniu lubię mieć fajne rzeczy 🙂 Chciałem się zatem pochwalić moim ekwipunkiem, którym pracuję.

Rzecz pierwsza – umundurowanie

Odzież wierzchnia – kurtka. Jako przewodnik górski zawsze mam na sobie albo w plecaku softshell. Przez długie lata używałem czarnego modelu Rim marki HiMountain, a w tym roku dołączył do niego czerwony Montano Bugaboos (wyszło patriotycznie, bo obie marki polskie i nawet szyte w kraju). Starsza jednak nie odeszła w kąt, używam jej przy lekkim chłodzie i niewielkim wietrze. Jeśli ma wiać albo padać to na wycieczkę pojedzie Montano. Zresztą nowej kurtce w najbliższym czasie mam zamiar poświęcić odrębną recenzję. Jeżeli meteo zapowiada naprawdę intensywne deszcze to zabieram jeszcze membranową The North Face, model FuseForm dot Matrix

Pod kurteczką – nieśmiertelne czerwone koszulki

Najczęściej z emblematem mojego koła przewodnickiego. Chyba, że idę w Karkonosze, wówczas można szpanować bajeranckim t-shirtem którzy otrzymują przewodnicy z licencją Karkonoskiego Parku Narodowego. Niektórym mogłoby się wydawać, że zawsze mam na sobie tę samą koszulkę, ale to nie do końca prawda. Nieśmiale przyznam się, że posiadam 5 takich samych sztuk… 😐

Spodnie natomiast to zazwyczaj zwyczajne szorty, bieliznę pozwolę sobie zachować w tajemnicy 😛

ale idziemy niżej – co na stopy?

 

 

 

Zasadniczo używam w pracy 3 rodzajów obuwia. Zdecydowanie najczęściej idą w ruch lekkie podejściówki Quechua Arpenaz 500, a więc produkt z popularnego dyskontu sportowego. Użytkuję je od roku i przyznam że świetnie się sprawdzają w łatwym terenie     i w mieście. A że większość mojego sezonu to Szczeliniec Wielki, Błędne Skały, Skalne Miasto i Praga to te lekkie buciki sprawdzają się idealnie. No i są niedrogie. Ale jeśli trafi się wycieczka nieco bardziej ambitna, to w ruch idą skórzane Meindl Borneo 2. Producent   i model wręcz kultowe, więc nie muszę chyba wiele mówić o jakości tego obuwia. Warte każdej wydanej złotówki. Natomiast jeśli w planie jest tylko miasto, a temperatury pozwolą, to wolę zabrać sandały. Od kilku lat używam popularnego modelu HiMountain Nevis.

A co głowa? Tutaj mój znak rozpoznawczy.

W 2016 podczas pobytu w Tyrolu kupiłem ten piękny alpejski kapelusz. Od tamtej pory prawie się z nim nie rozstaję. Stał się moim znakiem rozpoznawczym. Nie potrzeba mi nawet żadnej antenki ani chorągiewki, wystarczy, że turyści widzą moje charakterystyczne nakrycie głowy 🙂 Nieskromnie powiem też, że uczestnicy moich wycieczek twierdzą, że bardzo mi on pasuje 😉 Kapelusz alpejski w Sudetach jest jak najbardziej na miejscu, wszak wielu dawnych osadników przybyło tu właśnie z Alp.      A już na pewno pasuje bardziej niż góralski kapelusz z muszelkami.

To tyle jeśli chodzi o umundurowanie.

Co jeszcze zabieram na wycieczkę? Oczywiście plecak.

Od 8 lat jestem posiadaczem przyjaznego plecaka Wolfgang Hiker 22. Powiedziałbym, że bardzo dobry plecak na jednodniowe wypady. Pomieści drugie śniadanie, dodatkowe ciuchy, niezbędny ekwipunek a jeszcze troszkę miejsca zostanie. Plecak jest już dość ‚ściorany’ ale myślę że jeszcze trochę wytrzyma. Nie widać śladów prucia się, wszystkie klamry działają, więc mogę polecić. Plecak to rzecz na którą moi turyści patrzą najczęściej więc czekam na oferty od reklamodawców 😀

Widoczny na zdjęciu odblaskowy lisek to z kolei prezent od jednej z wycieczek.

A co w plecaku?

Zawartość oczywiście jest zależna od długości wycieczki i jej celu, ale zawsze znajdą się w nim:

  • apteczka – chyba nie trzeba tłumaczyć
  • nóż
  • czołówka – po nocy zazwyczaj nie chodzę, ale czasem na trasie trafi się jakaś sztolnia albo dziura do której można zajrzeć 🙂
  • notes – ponieważ nigdy nie wiesz kiedy do głowy wpadnie Ci genialny pomysł, albo atrakcyjna turystka będzie chciała zostawić numer telefonu

Bardzo często w plecaku ląduje też makulatura w postaci mapy oraz książki. Do Pragi nie jadę bez informatora dla przewodników (posiada numery telefonów, godziny otwarcia, ceny biletów do wielu obiektów oraz masę innych przydatnych informacji praktycznych). Natomiast w pracy na Ziemi Kłodzkiej zazwyczaj towarzyszy mi przewodnik Tomka Dudziaka (znanego jako Dziamdziak) i Waldka Brygiera. Oczywiście nie czytam z książki   w trakcie wycieczki, ale zawsze warto mieć przy sobie.

 

 

 

 

 

no i jeszcze jedna przydatna rzecz

 

Przydatny nie tylko w czasie deszczu 🙂 Polecam modele kompaktowe.

 

A na zapleczu

tak, to moje

Biblioteka. Podstawa w przygotowaniu do wyjazdu. Książki kolekcjonuję kilka lat, w szczególności te dotyczące Sudetów         i Pragi. Zdarza się że z wycieczki przywiozę kilka kilogramów nowej lektury. Biblioteka rozrasta się w tempie niekontrolowanym, ale bardzo mnie to cieszy 😉

Jeśli znacie jakieś fajne okołosudeckie książki to piszcie 😀 a gdybyście chcieli zrobić mi prezent to TUTAJ znajdziecie listę książek które chciałbym mieć 😉

Oprócz książek sporo miejsca zajmują różnego rodzaju folderki, ulotki i broszury szabrowane z każdej napotkanej informacji turystycznej. Nigdy nie wiesz kiedy się przydadzą 😉

 

No i oczywiście mapy

Także podstawa w pracy. Nawet jadąc w Hejszowinę mam ze sobą mapę. Nie dlatego, że mam zamiar się zgubić, ale często turyści dopytują gdzie co jest, dokąd prowadzą szlaki itp. A czasem dzieciom można pokazać jak wygląda mapa i trochę z nią popracować. W dobie gpsu w komórce naprawdę wiele dzieci po raz pierwszy widziało prawdziwą mapę u mnie. Mam nadzieję, że dzień w którym pójdę na wycieczkę bez żadnej mapy będzie moim ostatnim dniem w roli przewodnika.

 

 

Mam jeszcze dwa bardzo istotne narzędzie pracy

Internet i telefon. Serio. Bez tego dziś trudno przewodnikować. Nie tylko przy kontakcie z turystami, ale również praktycznie. No i można robić sobie selfiki 🙂

 

i zapomniałbym… BIŻUTERIA!

Przecież przewodnikami zostajemy przede wszystkim dla tych szpanerskich blach 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii na luzie ;), Życie przewodnickie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s