Fakty i mity o przewodnikach

Dookoła chyba każdej profesji stworzyła się pewna wizja, jak to powinno wyglądać. Nie da się ukryć, że na ogół się zgadza się to z rzeczywistością. Zrobimy sobie małych przewodnickich „Pogromców Mitów”!

Przewodnik wszędzie był.

fot. A. Bróż

Drodzy Państwo, czy ktoś może wie jak dojść na ten cały wodospad Wilczki?

Chyba najbardziej rozpowszechniony MIT na temat przewodnictwa. Nie ma  przewodnika, który w 100% znałby materię na której może pracować (no chyba że przewodnicy muzealni). Weźmy na przykład Przewodników Sudeckich – nasz obszar uprawnień sięga od granic z Niemcami aż do Prudnika. Jasne, możemy się starać, całe życie podróżować, ale nie damy rady być wszędzie. Przyznam się, moją specjalnością jest Ziemia Kłodzka ale i tutaj w wielu miejscach nie byłem. ALE porządny przewodnik przygotowany będzie na wszystko, w ostateczności można nawet zrobić sobie szybki objazd. Raczej się nie zgubimy 🙂

 

Przewodnicy mają państwowe papiery

Dla nas to oczywiste, ale nie wszyscy ludzie znają ten FAKT. Spotykałem się ze zdziwieniem, że na identyfikatorach są jakieś pieczątki, że to urzędy wydają. Niektórzy turyści w ogóle nie byli świadomi istnienia takich uprawnień, myśleli że to ot, facecik mieszka w górach to sobie oprowadza. Nic tak nie działa jak okrągła pieczątka z orzełkiem :).

 

Przewodnicy Górscy to miejscowi górale z dziada pradziada

MIT jak z Hejszowiny na Podhale. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że większość przewodników na co dzień żyje w miastach (większych lub mniejszych) i nie wszystkie te miasta leżą w górach. Abstrahując już od faktu że „u nas” w Sudetach górali z dziada pradziada nie ma wcale, bo tych pradziadów pogonili po 1945. Ostatnio nawet na Portalu Górskim pojawił się artykuł, w którym autor wydawał się być zdziwiony i oburzony faktem, że na 251 osób z licencją Babiogórskiego Parku Narodowego tylko ok. 30 pochodzi z najbliższej okolicy królowej Beskidów. Przewodnicy spoza terenu uprawnień nie są w niczym gorsi od „lokalsów” a czasem nawet mają umiejętności i wiedzę lepsze od nas (bo ja się czuję lokalsem, wszak mieszkam pod przełęczą na prawie 600m n.p.m. 🙂 ).

Podobnie mitem jest przekonanie, o tym że przewodnicy miejscy są z miast 🙂 Ja oprowadzam po Wrocławiu i Pradze, a mieszkam stosunkowo daleko od nich (ok, ale w każdym z nich mieszkałem dłuższy czas). Ale faktem jest, że wolę koncentrować się na terenach górskich.

Ponoć kiedyś podstawowym pytaniem na egzaminie wstępnym dla potencjalnych przewodników tatrzańskich było „jak nazwisko?” Brak któregoś z tradycyjnych góralskich nazwisk dyskwalifikował kandydata.

 

Przewodnicy mają kondycję

Przykre, ale to MIT. Wielu przewodników (myślę przede wszystkim o górskich) nie dość, że nie ma kondycji, to ma coś na kształt jej przeciwieństwa. U facetów głównym problemem jest otyłość. Wielu moich kolegów (zwłaszcza starszych) dorobiło się pokaźnych brzuszków. Na szczęście większość z nich ma tego świadomość i bierze nieco mniej wymagające trasy i turystów (w Sudetach Zachodnich są przewodnicy którzy specjalizują się w „oprowadzaniu krzesełkowym” tj. wyciągiem na Kopę, parę zdjęć Śnieżki i siup na dół). Aczkolwiek niejeden raz byłem zaskoczony jak „siwizna przewodnicka” żwawo gnała zostawiając w tyle wysportowanych nastolatków 🙂

 

Kto wie, może też kiedyś będę miał „etat”.
***To nie jest przewodnik, zdjęcie ilustracyjne*** 🙂

Przewodnik = pilot

Ten MIT ciągnie się po całej branży turystycznej. W tym roku proponowano mi pilotowanie do Włoch, Austrii, Chorwacji i na Ukrainę. Grzecznie odpowiadałem, że jestem przewodnikiem, na co reakcją było „no czyli pojedzie pan, tak?” Przewodnik oprowadza po miejscach dość szczegółowo, najczęściej jest to jednorazowa usługa dla wycieczki. Pilot z kolei jest niejako przedstawicielem organizatora, jest z grupą cały czas, pilnuje aby turyści byli należycie obsłużeni (także przez przewodników). OK, zdarza się że pilotom powierza się też funkcje przewodnickie, albo przewodnikom funkcje pilockie. Ale odgórne oczekiwanie od przewodnika, że będzie zbierał faktury albo jechał z grupą od samego początku jest dla mnie niekomfortowe. Niestety w ogóle wiele osób nawet nie widzi różnicy pomiędzy znaczeniami słów pilot a przewodnik.
Kilka lat temu, kiedy mieszkałem we Wrocławiu najczęściej robiłem jednodniowe wyjazdy w Sudety z dziećmi ze szkół, wówczas niejako byłem też pilotem. Obecnie jednak na większości wycieczek jestem tylko od oprowadzania. Ja jestem sporym ułatwieniem dla pilota, a pilot z kolei jest sporym ułatwieniem dla mnie 🙂 Pozdrawiam wszystkie pilotki i pilotów z którymi miałem przyjemność 🙂

Gwoli ścisłości, chodzi mi o takiego pilota jak po lewej.

 

Życie przewodnika to sielanka

Stuprocentowy FAKT 😀
Nie ma lepszego zawodu 🙂

Pan to ma dobrze, chodzi sobie pan tak po górach, podróżuje cały czas. Ja to tylko byle do urlopu.

wielu turystów

 

Jakie jeszcze mity możemy zweryfikować? Napiszcie w komentarzach tutaj albo na facebooku 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii na luzie ;), W górach, Wycieczki, Życie przewodnickie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s