Polskie wojsko przejmuje Skalne Miasto!

Latamy i szukamy ruchu oporu :)

Latamy i szukamy ruchu oporu 🙂

Adrszpaskie skalne miasto to przewodnicki chleb powszedni. W wakacje i weekendy jest tam więcej Polaków niż Czechów, a ‚prawdziwe’ górołazy trzymają się z daleka, ew. wybierają się poza sezonem. Ilość człowieka na metr kwadratowy dorównuje Krupówkom albo Karpaczowi*. Mogłoby się zatem wydawać, że o tym miejscu powiedziano już wszystko. Ale jednak chciałem się podzielić mniej znaną historią związaną z tym miejscem, a dotyczącą również Polaków.

 

*mimo wszystko nie zauważyłem w tamtejszych kioskach ciupag, choć oscypki już niestety są

Lato 1968 w czeskiej historii było szczególne. W sierpniu doszło do „bratniej pomocy” wojsk Układu Warszawskiego, która miała przywrócić towarzyszy Czechosłowackich na właściwy tor dobrej zmiany, a nie jakieś tam ‚socjalizmy z ludzką twarzą’, reformy i inne burżuazyjne pomysły, jak np. otwarcie granic albo złagodzenie cenzury. Czesi mówią na to krótko: inwazja. I również nasze wojska miały w tym udział. Sporo mieszkańców Kłodzka czy Wałbrzycha pamięta czołgi jadące na południe. Nawet film o tym nakręcili (Operacja Dunaj). Polskim oficerom szczególnie wpadło w oko Skalne Miasto, choć wówczas jeszcze nie było ono tak popularne.

Polacy uważali, że labirynty skalne to świetne miejsce ukrycia konspiracji i ruchu oporu, słowem: wrogiej reakcji! Więc dokładnie patrolowali teren śmigłowcem. Podczas któregoś z przelotów,  uwagę oficera przykuły małe metalowe konstrukcje zainstalowane na wielu wieżach skalnych. Skrzyneczka i obok niej pręt. Stwierdził, że muszą to być anteny stacji nadawczych, a więc przypuszczenie jest słuszne. Co więcej, wiele z nich było przyozdobione Czechosłowacką flagą. Na miejscu pojawiły się zatem wojskowe ciężarówki i tak oto Ludowe Wojsko Polskie zapoczątkowało tradycję polskich mas w Skalnym Mieście. Nie znaleziono jednak żadnych partyzantów, konspiratorów ani nawet żadnych wywrotowych materiałów. Sprowadzono więc alpinistę z Jeleniej Góry, aby skontrolował to, co pan oficer widział ze śmigłowca. Kto z Was był na miejscu, domyśla się zapewne, że oficera zaintrygowały… książki szczytowe, czyli niewielkie notesy umieszczane w metalowych skrzynkach, gdzie wspinacze zapisują wejścia

A co to takiego?

A co to takiego?

na daną wieżę. Pręt, w którym trep doszukiwał się anteny, po prostu zabezpiecza skrzynkę przed spadnięciem. Biedny polski alpinista musiał na rozkaz wspiąć się jeszcze na kilka innych iglic skalnych, ale za każdym razem mógł jedynie poczytać osiągnięcia miłośników piaskowców. Do pana oficera nie docierało, że ktoś mógłby ot tak bez ważnego powodu włazić na skały.

 

Po kilku dniach sytuacja się uspokoiła, ale polscy towarzysze nadal mieli podejrzenia. Pod koniec lata przy dawnej piaskowni w skalnym mieście pojawiło się czarne auto marki ‚Warszawa’. Wysiadło z niej dwóch smutnych panów oraz wspinacz, sprowadzony ponoć aż z Zakopanego. Poszli między skały, a lokalni wspinacze postanowili spłatać Polakom małego figla i do baku Warszawy wsypali zawartość wszystkich cukierniczek z tamtejszej gospody. Pan Klusáček, właściciel gospody ponoć przez kilka kolejnych dni musiał podawać gościom gorzką kawę, jako że ‚ruch oporu’ nie zostawił mu ani szczypty cukru. Jak daleko ujechała Warszawa, nie wiemy. Wiemy za to, że parkingi w Adršpachu do tanich nie należą 🙂

Kochankowie w pełnej okazałości

Kochankowie w pełnej okazałości, widać antenę tych niedobrych Pepików

Czescy 'partyzanci' idą nadawać na zachód.

Czescy ‚partyzanci’ idą nadawać na zachód.

Jeśli ktoś z Was chce zobaczyć te rzekome radiostacje, nie musi się wspinać, wystarczy zajrzeć do muzeum w adrszpaskim pałacyku, gdzie mieści się jedyne w Czechach muzeum wspinania (na razie ekspozycja jest skromna, ale warto zajrzeć).

 

 

 

Z inwazją wiąże się jeszcze jedna mała historia. Parę tygodni po wtargnięciu wojsk, na jednym z kochanków, czyli chyba najbardziej charakterystycznej grupie skalnej, pojawił się napis „21. SRPEN FUJ” (21 sierpnia fuj – odnosi się to do daty wejścia ‚bratnich’ wojsk). Twardogłowi komuniści naturalnie rozkazali to zmazać/zamazać i długo szukali kogoś, kto to wykona. Środowisko wspinaczkowe jednak solidarnie twierdziło, że przecież Kochanka to „niesamowicie trudna skała, praktycznie nie da się na nią wdrapać” i nikt nie zaryzykuje swojego życia wspinając się tam. (W rzeczywistości prawie każdy szanujący się wspinacz miał na koncie wejście na Kochankę 🙂 ).

13407181_1216761615009752_1466947175425821048_n

Kliknij, aby zobaczyć napis na skale

Partyzanci i zabawa w piaskownicy

Partyzanci i zabawa w piaskownicy

źródło: B. Sýkora, Pískaři

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, na luzie ;), Republika Czeska, Sudeckie tematy, W górach, zagranico i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s