Jak zostać przewodnikiem sudeckim

Częste pytanie od moich turystów. Bo któżby nie chciał wozić się ze szpanerską legitymacją i jeszcze bardziej szpanerską blachą. W zasadzie chyba najbardziej uniwersalne, pytają ludzie ze wszystkich grup opisanych przeze mnie w innej notce -> NOTKA. A zatem odpowiedzią mogę się podzielić na falach internetu, choć kto wie, może przysporzy mi to konkurencji.

Kto może być przewodnikiem?

W zasadzie każdy. Przewodnicy reprezentują wszelkie zawody (mało jest przewodników żyjących wyłącznie z przewodnictwa). Są lekarze, naukowcy, prawnicy, rzemieślnicy… I można by jeszcze długo wyliczać. Przeważają ludzie z wykształceniem wyższym, najczęściej historycy, historycy sztuki, geolodzy i geografowie, przyrodnicy. Ale to w żadnym wypadku reguła. Cechy? Konieczne są dwie: ciekawość świata i otwartość wobec ludzi. Nie trzeba być urodzonym krasomówcą. A więc po kolei.

W Polsce mamy (mieliśmy do niedawna) do czynienia z trzema podstawowymi kategoriami: przewodnicy terenowi, miejscy i górscy. Na mocy deregulacji, która weszła w życie w 2014 zniesiono wymóg posiadania licencji (nie zniesiono samych uprawnień) dla przewodników terenowych i miejskich. Nie jest to miejsce na dyskusje o słuszności tego kroku ze strony państwa. Znacznie utrudniło (tak, tak) nabywanie uprawnień w tych dwóch kategoriach. O tym za chwilę.

Jak zostać przewodnikiem sudeckim

Kto chce należeć do tej tajemniczej sekty ludzi w czerwonych (na ogół) polarach musi się postarać. Aby móc oprowadzać po Sudetach trzeba odbyć kurs, na ogół trwający ok. półtora roku. W odróżnieniu od np. kursów na przewodnika tatrzańskiego nie ma żadnych wymagań wstępnych. Kursy organizują różne organizacje, osobiście polecam te organizowane przez Studenckie Koło Przewodników Sudeckich we Wrocławiu (SKPS). Mają długą tradycję i porządnie przygotowują do egzaminów i praktyki. Poza tym, kursy organizują też oddziały PTTK, regularnie o/karkonoski w Jeleniej Górze i oddział w Wałbrzychu. Od czasu do czasu (raz na parę lat) takie kursy organizują też PTTK Kłodzko i PTTK Ząbkowice Śląskie.

DSC00125

Nie ma lekko. Nie każdy wytrzymuje 🙂

Kurs to praktyka i teoria. W moim przypadku były to wykłady dwa razy w tygodniu po 3 godziny. Tematyka wszelka. Od historii śląska, przez topografię, meteorologię, geologię i geomorfologię, pierwszą pomoc aż po psychologię grupy i emisję głosu. Wykładowcy w SKPS prowadzą fachowcy, nierzadko doktorzy w danej dziedzinie. Praktyka to wycieczki weekendowe, dwa razy w miesiącu, piesze lub autokarowe. Piesze to tradycyjne wędrówki, ale nie takie sielskie 🙂 każdy z kursantów przygotowywał odcinek który będzie prowadził, a w późniejszej fazie kursu musiał być już ‚obryty’ z całej trasy i być gotowym poprowadzić. Autokarówki podobnie, prowadzenie odcinka, ale dbać trzeba już nie tylko o przekaz informacji, ale też (przede wszystkim) nawigować kierowcę, bo pan Krzyś spod Suwałk rzadko jeździ po wyboistych trasach Kotliny Kłodzkiej :). Pamiętać trzeba gdzie jakie parkingi i jak wysokie są wiadukty. Bardzo przydatne umiejętności, bo w późniejszej pracy prowadzenie autokaru to chleb powszedni. Do tego jeszcze praktyka przewodnicka, czyli udział w min. 5dniowym obozie wędrownym w górach. Również z przypisanymi zadaniami. Aby zaliczyć kurs należało mieć odbytych min. 20 dni wycieczkowych z prowadzeniem, z czego min. 2 w warunkach zimowych i min. 3 odcinki autokarowe (podaję orientacyjnie, jestem już przeszło 3 lata po egzaminie). Obecnie program szkolenia jest trochę bardziej doprecyzowany, ale nadal trzeba mieć zaliczone odcinki. Kursy w SKPSie są obecnie podzielone na część ogólnoturystystyczną krótszą i specjalistyczną.

A tu Sebastian niczym Mojżesz objawia nam prawdy karkonoskie

A tu Sebastian niczym Mojżesz objawia nam prawdy karkonoskie

Jednak największym plusem kursu nie jest wbrew pozorom nabyta wiedza i umiejętności, ale… ludzie. Przez kilkanaście miesięcy regularnych spotkań i wielu nocach w namiotach/schroniskach zżyliśmy się ze sobą, bo w końcu są to ludzie o podobnych zainteresowaniach i zamiłowaniu do gór (zdarzają się wyjątki, ale to wyjątki). Pomimo skończenia kursu nadal spotykamy się nie tylko w górach ale też na spotkaniach Koła Przewodnickiego czy po prostu na piwko pod wrocławskim nasypem. Zresztą byli to nie tylko kursanci ale też przyjaciele królika, doświadczeni przewodnicy czy po prostu znajomi znajomych. Warto też wspomnieć, że nie wszyscy, którzy na kurs chodzili później podchodzili do egzaminu, niektórym wcale na uprawnieniach nie zależało, a bardziej na samym kursie.

Czy śnieg czy mróz...

Czy śnieg czy mróz…

A po kursie: EGZAMIN! Na uprawnienia sudeckie egzaminuje Urząd Marszałkowski woj. dolnośląskiego. Za przyjemność bycia przeegzaminowanym trzeba zapłacić ciężki grosz (ale cóż to w porównaniu z kokosami które później będziemy zarabiać). 120 pln za część teoretyczną i 180 za praktyczną. Komisja to fachowcy, w moim przypadku były to sudeckie autorytety: prof. Krzystof R. Mazurski, dr Jacek Potocki i Bartosz Małek. No i sympatyczna pani Ewelina patrząca urzędniczym okiem na przebieg egzaminu 🙂 Teoria to test wyboru ABCD. Pytań jest 30, zaliczenie od 20 poprawnych odpowiedzi. I to jest chyba najtrudniejsza część, ponieważ jak sama komisja twierdzi „to jedyna część w której nie możemy wam pomóc”. Kto zdał, podchodzi do ustnego przepytywania. Losuje się trzy pytanka-zagadnienia przekrojowe. Każde z odrębnej dziedziny. Jeśli dobrze pamiętam to w moim przypadku były to: Struktura ochrony przyrody w Polsce, zjawiska krasowe w Sudetach i przemysł w w rejonie uprawnień. Na każde trzeba cokolwiek odpowiedzieć. Mamy też czas i kartkę papieru na przygotowanie, w czasie kiedy osoba przed nami się poci 🙂 Pamiętam, że zdający przede mną Paweł (pozdrawiam!) wylosował mój wymarzony zestaw czyli armia napoleońska na Śląsku i muflony 🙂

Kiedy już zdamy teorię, czas na praktykę – dwudniową!

A oto zainteresowanie kursantów kamieniem. Jednym kamieniem.

A oto zainteresowanie kursantów kamieniem. Jednym kamieniem.

Po sprawnie odbytym kursie nie ma strachu, do wszystkiego jesteśmy przygotowani. Obecnie na egzaminach jest bodaj 5 mniejszych zadać (jeśli ktoś ma aktualne dane to proszę o erratę), na moim egzaminie były zadania 3: prowadzenie autokaru, prowadzenie w mieście lub obiekcie i prowadzenie w górach. Do tego mogą przydarzyć różne „wypadki” jak np. mi zdarzyło się opatrywać otwarte złamanie nogi prof. Mazurskiego pod szczytem Wielkiej Sowy :). W zależności od ilości zdających (teoretycznie min.10) odcinki są różnej długości, nas zdawało 8 chłopa (7 z mojego kursu) więc odcinki były relatywnie długie. Do dziś pamiętam swoje odcinki: autokar Tworzyjanów – Kościół Pokoju w Świdnicy, góry Wielka Sowa – Kozie Siodło i obiekt: obejście + część nawy głównej Bazyliki w Wambierzycach.

Fajnie było 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii W górach, Życie przewodnickie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s