Na naszej wycieczce, jak na Arce Noego…

…różne gatunki rodzaju ludzkiego. Każdy kolejny sezon sprawia, że człowiek ma ochotę zacząć pisać encyklopedię swojego zawodu. Rozmaitość rodzaju ludzkiego nie zna granic, każda grupa inna, ale można wyznaczyć kilka specyficznych profili, z którymi każdy przewodnik i pilot się spotykają w ciągu swojego życia wielokrotnie (czy tego chcą czy nie) 🙂

Wycieczki szkolne – inaczej dzieciarnia, młodzież, bachory, szarańcza etc. etc. … Sól pracy przewodnickiej. Wytrwale staramy się wyjaśniać tajniki erozji skał na Szczelińcu i kto to w ogóle był ten Fryderyk Wielki. Ciekawość maleje wraz z wiekiem. Na szczęście są wyjątki. Nawet w najgorszej grupie gimnazjalnej znajdzie się para oczu które chcą zobaczyć coś więcej niż stoisko z procami i para uszu która chce słuchać czegoś innego niż własna empetrójka. Urocze małe dzieci z wielkich miast, które słuchają, ale później i tak cztery razy (nie mniej) zapytają co to jest, choć dopiero co było to wyjaśnione. Wycieczka z reguły tym lepiej wspominana im dłużej czasu się z nimi spędziło. Czasem chce się niektóre dzieciaki zgubić w lesie, ale trochę szkoda licencji 😉 Zdecydowanie gorsi od dzieci są ich rodzice jako uczestnicy tej samej zielonej szkoły. Powinien być ustawowy zakaz wyjazdu rodzicieli ze swoimi pociechami. Ciekawostka: jeżeli opiekun grupy mówi „dzieci nie dadzą rady/mają dość” należy to odczytywać jako „ja nie dam rady i proszę nawet nie myśleć o zaciąganiu mnie tam!”; dzieciaki nigdy nie mają dość 😉

Cel małoletnich wycieczek. Ciupagi i diabełki

Cel małoletnich wycieczek. Ciupagi i diabełki

Wycieczki szkolne inaczej – tzn. wycieczki nauczycielskie, najczęściej organizowane przez lokalne kuratorium oświaty, ośrodek doskonalenia nauczycieli itp. Bardzo lubiany przeze mnie rodzaj grup. Oddani słuchacze, a przede wszystkim rozumieją to, co człowiek do nich mówi, nawet jeżeli używa słów jak ‚sklepienie’ czy ‚kotlina’. Wyluzowani po roku szkolnym, mówią od razu co myślą o danym miejscu bez ogródek (w końcu nauczyciele 🙂 ).

„Górzyści” – dość rzadka grupa, bo z reguły obsługa przewodnicka to dla nich jakiś rodzaj hańby. Łatwo rozpoznawalni – buty trekkingowe (z Decathlonu), skarpety goretex (z Decathlonu), spodnie goretex (z Decathlonu), koszulka oddychająca (z Decathlonu), kurtka goretex (z Decathlonu), majty goretex (z Decathlonu) ;). Plecak 80 litrów (z Lidla, bo tydzień górski był), choć idziemy tylko na Ślężę. No i kijki. Koniecznie kijki. Mogą być pożyczone od cioci co chodzi na nordic walking. Najczęściej zdarzają się jako jednostki w grupach licealistów albo studentów. Dopiero po bliższym poznaniu zaczyna być miło, do tego czasu często ma się wrażenie bycia niechcianym.

Przygotowani na zamieć śnieżną. W lipcu.

Przygotowani na zamieć śnieżną. W lipcu.

Osobiście nie mam nic przeciwko dobrze wyekwipowanemu turyście ani ww. sklepom 😀

Indywidualni „stać mnie” – grupy zdarzające się w przewodnictwie miejskim – 4-5 osób. Czasami goście przedsiębiorcy który chce zaimponować, czasami zwyczajni turyści z zachodu przyzwyczajeni do pewnego standardu. To przyjemna praca, zazwyczaj umilana obiadem lub piwem w trakcie zwiedzania. Dają dowolność w układaniu programu 🙂 Najczęściej chcą słuchać bardziej o realiach życia w mieście/kraju niż historii zabytków.

Obozy Zakłady Pracy – Wesołe gromadki, zbieraniny z zarządów dróg powiatowych/nadleśnictwa/GeeSów i innych różnego rodzaju przybytków :). Weseli 🙂 Ale zazwyczaj niezainteresowani programem, bo pan Zdzisio jest fanem jeżdżenia walcem a nie malarstwa renesansu. A zazwyczaj program mają ciekawy, bo pracodawca dokłada do wycieczki. Atmosfera w trakcie wyjazdu potrafi się często zmieniać. Z wręcz rodzinnej do niesamowicie marudnej („mam pokój na drugim piętrze i nie ma windy!”). Wskazane posiadanie mocnej głowy lub konsekwentne odmawianie poczęstunków. Kobiety starają się pilnować swoich mężów co wygląda czasem komicznie, czasem żałośnie. Ale lepiej żeby pilnowały mężów niż mnie 😀 (pewna pani stwierdziła że byłbym dobrym kandydatem dla jej córki).

polscy_robotnicy

Emeryci – bądź gotowy na wysłuchanie historii życia każdego z nich 😀 No i rób częste przerwy. Ale poza tym, bardzo miło się z nimi pracuje, choć zawsze muszą mieć ostatnie słowo (w końcu co może dwudzistoparolatek wiedzieć). Ah, no i trzeba pamiętać o zniżkach dla seniorów (!nie emerytów, SENIORÓW).

Haaaloo?! Marysia?! Nooo, jestem w tych no Wąbierzycach, a jaki tu kościół piekny majo!

Haaaloo?! Marysia?! Nooo, jestem w tych no Wąbierzycach, a jaki tu kościół piekny majo!

Pielgrzymki – na mocy klauzuli sumienia odmawiam wypowiedzi na temat wycieczek o zabarwieniu wyznaniowym

Ten wpis został opublikowany w kategorii na luzie ;), Życie przewodnickie i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Na naszej wycieczce, jak na Arce Noego…

  1. m. pisze:

    A skąd, że tak spytam, wiesz, że noszą też majty z Decathlonu??;) wszystkich tak drobiazgowo sprawdzasz na wycieczkach?:)

  2. Marcin pisze:

    „ja nie dam rady i proszę nawet nie myśleć o zaciąganiu mnie tam!”
    samo sedno 🙂 często przy okazji pozbawiają dzieci największych atrakcji wycieczki :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s